Prawda czy mit: niemiecka chemia jest lepsza od polskiej?

Prawda czy mit: niemiecka chemia jest lepsza od polskiej?

Proszki do prania, płyny do płukania, detergenty…  Już od lat 90., kiedy to pojawił się „boom” na zagraniczne produkty, niemieckie środki chemiczne uważane są za lepsze od  rodzimych. Coraz częściej w przestrzeni publicznej pojawiają się oskarżenia wobec największych światowych marek, które do dystrybucji na Europę Środkową i Wschodnią przeznaczają produkty gorszej jakości. Sprawa jest poważna i niedawno przybrała nawet wymiar polityczny. Głośno mówią o tym między innymi Litwa, Estonia oraz kraje Grupy Wyszehradzkiej,  a spór zatacza coraz szersze kręgi -  dotyczy już nie tylko niemieckiej chemii, ale także produktów spożywczych. Jak jest naprawdę?

Co mówią koncerny?

„Efekt placebo” - tak w dwóch słowach można określić stanowisko producentów Vizira, Lenora i innych wiodących marek. Oficjalnie twierdzą oni, iż nie ma czegoś takiego jak osobna produkcja na różne rynki. Koncern Henkel dodaje nawet, że proszki na rynek zachodni produkowane są w Raciborzu. Całkowicie pomijają przy tym fakt, iż linie produkcyjne nie posiadają takich samych parametrów na całym świecie i w każdej z nich można dowolnie zmienić proporcje składników.

Niestety, takie podejście jest popularne nie tylko zagranicą. Jakiś czas temu Polskie Stowarzyszenie Producentów Kosmetyków i Środków Czystości przyczyn narzekań Polaków dopatrywało się w… psychologii! Według głównego eksperta Stowarzyszenia, Anny Oborskiej, fakt użycia produktu zagranicznego i droższego (a więc w teorii lepszego) powoduje większe zadowolenie z zakupu i może nawet wpływać na intensywność odczuwanych bodźców, np. zapachu, czy miękkości ubrań po praniu.

Głos zwykłych ludzi  jednak się liczy…

Według najnowszych statystyk (2016, sondaż PMR) niemieckie produkty chemiczne kupuje aż 10% Polaków.

Każdy, kto spróbował kiedyś niemieckiej chemii wylicza: wydajność niemieckiego proszku jest o niebo większa, zapach ładniejszy i trwalszy. Ubrania pachną intensywniej, przyjemniej, są przy tym miększe i delikatniejsze. Dodatkowo czarę goryczy przelewa fakt, że takie samo opakowanie proszku czy płynu wystarcza nawet na kilkanaście prań więcej.

Tak dzieje się chociażby w przypadku oferowanego przez nas żelu do prania Ariel, który według producenta ma zapewniać aż 56-krotne użycie. W przypadku żelu sprowadzanego z Niemiec tak właśnie jest. Jego polski odpowiednik jest rzadszy, dlatego trzeba go wlać więcej, aby zachować wszystkie jego właściwości piorące. Widać więc, że nawet „na oko” zakup niemieckiego detergentu wychodzi ekonomiczniej.

Gdzie leży różnica?

Nieoficjalnie mówi się, że większość niemieckiej chemii zawiera wyższe stężenie substancji aktywnych, a także specjalne związki chemiczne zmiękczające wodę, przez co niemiecka chemia może działać już w bardzo niskich temperaturach. Ponadto, kilka lat temu fundacja pro-Test udowodniła, że niemieckie detergenty do prania są delikatniejsze dla ubrań i nie niszczą tkanin.

Istnieje nawet pewna teoria wyjaśniająca, dlaczego tak jest. Według niej, Polacy lubią używać duże ilości proszku, dlatego stężenia detergentów muszą być niższe, aby uniknąć uczuleń.

Czy w Polsce nie ma dobrej chemii gospodarczej?

Jest. Można znaleźć dużo takich produktów, głównie polskich producentów. Coraz częściej stawia się na jakość, nieszablonowe rozwiązania, produkty ekologiczne i nieuczulające. Warto się tym interesować, gdyż nasz rynek chemiczny jest rozwijający się i perspektywiczny. Problem w tym, że w Niemczech ten sam rynek już się rozwinął. W wielu dziedzinach wciąż jest krok przed nami, a z racji tego, że stosuje się tam bardziej zaawansowane technologie produkcji,  środki chemiczne są po prostu skuteczniejsze. Dlatego warto zwrócić uwagę także na te mniej popularne marki, a nie tylko na odpowiedniki naszych Vizirów.

Przykładem takiego produktu może być linia mleczek do czyszczenia, sprayów i płynów do czyszczenia marki Astonish czy też seria odplamiaczy Sil. Dzięki odpowiedniemu wyważeniu detergentów są one nie tylko bardzo skuteczne, ale i bezpieczne dla naszych domów i  zdrowia.

Zdajemy sobie sprawę z tego, że podobne produkty można znaleźć w Polsce, ale z wymienionych wyżej powodów (droższy proces produkcji i badań laboratoryjnych) problemem może być ich dostępność i – niestety – cena, która jeszcze przez jakiś czas będzie wyższa niż cena takich samych jakościowo produktów niemieckich.